Nie wiem po co znowu tu weszłam. Nie wiem, czy czuję potrzebę, by coś z siebie wylac czy nie. W pewnym momencie uświadomiłam sobie jak dużo sprzeczności jest w ludziach, we mnie samej. Nie, zdecydowanie nie powinnam spędzac sobotniego wieczoru sama w domu przed komputerem. Kontemplacje przeszły mi z Jogurta, bo tylko on tak miał. Mam tylko nadzieję, że po 2o roku życia nie stanę się taka jak on.
To wszystko to ZUO, samo ZUO i najgorsza jest świadomośc, że nic nie można z tym zrobic, na nikogo nie masz wpływu. Twoi przyjaciele się staczają, wkraczają na złą drogę, ale nic ich nie obchodzi Twoje zdanie. No tak, w sumie po co? Po co się produkowac? Najlepiej powiedziec 'nie ochodzi mnie to, co się z Tobą stanie'. Niby najlepsze wyjście, a jednak najtrudniejsze. Nie wiem, może przesadzam. Może powinnam dostrzegac optymizm w tym wszystkim. Wczoraj było tak cudownie - czemu dziś nie może byc tak samo? To tylko przenośnia, a zarazem pytanie retoryczne.
Potrzebna mi silna motywacja do działania. Nie wiem jeszcze jakiego, ale muszę znowu zacząc robic coś, co da mi wielką satysfakcję i będę widziala efekty mojej ciężkiej pracy. Może znowu zacznę rysowac? Przecież wiem, gdzie mam materiały i wiem, że nie powinnam siedziec przed komputerem - a jednak ! Truth hurts, really. A może to czas, by podzielic wszystkie problemy z kimś? Nie, w sumie nad tym nie chce sie zastanawiac.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz