W pewnym momencie do każdego człowieka przychodzi myśl, że pośród milionów ludzi na tym świecie on sam nic nie znaczy. W końcu jaki jest stosunek ludzi, którym zawdzięczamy cząstkę kultury czy nauki do tych, którzy odeszli z tego świata w zapomnieniu? Prawda boli, ale jesteśmy częścią wielkiej szarej masy, która sama w sobie może nie jest zła, ale nie każdy ma w sobie tak silną wolę walki, by się przez nią przebic, wybic na wierzch.
W ostatnich dniach poczułam, że bardzo nie chce, by o mnie zapomniano. Chciałabym, by ludzie za kilkadziesiąt/kilkaset lat powiedzieli: "To? To zawdzięczamy Katarzynie K., która pochodziła z okolic Radzynia Podlaskiego". Nie wiem, czy chcę byc pamiętana w dziedzinie kultury - fotografii, czy nauki. Nie wiem. Wiem, że chcę coś w życiu osiągnąc, zostawic po sobie jakiś ślad, cząstkę mnie, która przetrwałaby tak długi czas, wniosła by coś do życia.
Z drugiej strony zawsze zastanawiało mnie to, czy tacy ludzie czuli się w pełni spełnieni. Czy kariera zawodowa nie przenosi się nad życie osobiste, życie rodzinne. W końcu kiedy można czuc się w pełni spełnionym człowiekiem? Gdy odkryjesz jakiś nowy pierwiastek? Gdy znajdziesz lek na nieuleczalne teraz choroby? Gdy ujrzysz swoją pracę w znanej galerii sztuki? Czy w końcu gdy wracasz zmęczony z pracy i wiesz, że w domu czeka na Ciebie ktoś, komu bardzo na Tobie zalezy?
Życie jest ciężkie do pojęcia, serio.
* * *
Klika plenerowych zdjęc Weroniki
(sobotnie)
:






































